|
Wyszukiwarka software'u |
Blog > Komentarze do wpisu
Smutne losy PSB
Polski Słownik Biograficzny przeżywa ciężkie chwile - to szacowne wydawnictwo, jedna z najlepszych tego rodzaju publikacji na świecie, ukazuje się od 1935 roku (zapoczątkował je wybitny polski historyk Władysław Konopczyński - u niego robił zresztą magisterium mój ojciec, który jest od lat jednym ze współautorów haseł słownika) i jest dziełem fundamentalnym, o ponadczasowej wartości. PSB, będąc formalnie współnym wydawnictwem Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, jest finansowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Problem w tym, że finansowanym coraz gorzej, do tego wręcz stopnia, że zagrożony jest jego byt w dotychczasowej postaci. Dwa lata temu telewizja publiczna podjęła decyzję o współfinansowaniu internetowego PSB, jednak wkrótce się z tego wycofała - widać wydawanie ciężkich milionów na dziwne inwestycje, na nietrafione programy i gwiazdorskie kontrakty jest ważniejsze od dobra kultury narodowej. Dzisiaj pod adresem www.ipsb.tvp.pl jest pustka, kiedyś było tam "aż" 50 haseł z 25 tys. zawartych w wersji papierowej. Podobny los spotkał Polską Bibliotekę Internetową, o czym pisał ostatnio szeroko VaGla. To połączenie głupoty z barbarzyństwem. Dziwne jest to, że to pogorszenie materialnej podstawy słownika dotknęło go właśnie w ostatnim czasie, za rządów ekipy tak dobitnie deklarującej przywiązanie do roli nauki i wiedzy we współczesnym społeczeństwie. Aż prosi się utworzenie fundacji wspierającej ten wybitny projekt - zapewne wielu bogatych przedsiębiorców stać by było na zbudowanie sobie takiego pomnika i wyrycie w nim złotymi literami swojego nazwiska. Być może potrzebni są właśnie mecenasi nauki i kultury, skoro państwa nie stać na wspieranie naprawdę ważnych rzeczy. A może fundusze europejskie? niedziela, 22 czerwca 2008, prwimmer
TrackBack
Komentarze
2008/06/22 10:43:01
Kiedyś pewnie pojawi się w internecie tak jak Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego, ale nieprędko. Powodem są prawa autorskie.
2008/06/22 12:18:17
Mikołaj, jakie prawa? Z tego co kojarzę, tworzenie słowników to praca naukowa, nieco inaczej traktowana przez prawo autorskie, zaś bibliotekom prawo autorskie w ogóle nadaje dużo przywilejów.
Najpewniej i PBI, i PSB były istotne o tyle, że był to jakiś pozytywny news, jakaś działalność, którą można się było wykazać w rocznych statystykach. Ale że nie przyniosą żadnych zysków, a tylko koszty, to po medialnym wyeksploatowaniu pomysłu pozwala mu się zdechnać z głodu. Śmieszne jest to, że dla różnych miernot trzymających się politycznych klamek PSB byłby paradoksalnie jedynym chyba sposobem na to, żeby za sto lat gdziekolwiek były jeszcze zapisane ich nazwiska - jako dobroczyńców PSB... ;-P
Gość: , cop94.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/06/22 17:20:05
Odrobinę inaczej, ale nie tak bardzo. Prawo do dysponowania przez instytucję pracą naukowców daje jej 2 lata od złożenia pracy, po tym okresie taka możliwość musi być uwzględniona w umowie (czyli tak jak normalnie). 90% PSB nie kwalifikuje się tutaj.
Umieszczenie w internecie byłoby śliską sprawą. |
Te słowa VaGli chyba najlepiej oddają stan rzeczy. Żałosne. Żeby tyle zaangażowanych instytucji nie było w stanie uzbierać tych paru groszy? Bo - sorry - dla nich to nie są wielkie pieniądze. Ile zżera np. taki darmozjad pt. IPN? Który chyba niczego pożytecznego nie zrobił? A jak już wydaje (tendencyjną, ale jednak) książkę, to w nakładzie kilkuset egzemplarzy, dla znajomych? Za co autorzy dostaja kasę właściwie? Wszystkie publikacje tworzone za publiczne pieniądze powinny być dostępne darmo dla każdego obywatela RP.