Ano, stało się nareszcie to, co stać się musiało wcześniej czy później. Mój kot skoczył leviec wyżej i nazywa się teraz Leopard a nie Tiger. Wszystko za sprawą Bycika i jego namawiania, by teraz pobyć nieco nielegalnym i zalegalizować się z czasem. Miał rację a ja cieszę się swoim nowym systemikiem jak dziecko :). O tym jak się instaluje Leoparda i jak bardzo skomplikowany proces to jest - o tym nieco dalej. Póki co zaś może wytłumaczę się z takiego pisania w kratkę.
Kratka spowodowana jest najprościej rzecz ujmując moimi przygodami z pracowym iMakiem. Jak się bowiem okazało kupno i postawienie tego na biurku to jedno, jednak zmigrowanie danych i to w dodatku z zacięciem do ich przejrzenia i wstępnego posegregowania - oj to już zupełnie ale to zupełnie co innego. Prawda jest taka, że przez trzy lata pracy w Kronospanie zebrało mi się śmieci na ichnich twardzielach co niemiara. Mniej więcej wiem gdzie co jest ale już widzę na czym polega wyższość narzędzi wyszukujących nad nie wiadomo jak nawet zadbaną strukturą katalogów trzymających i segregujących dane. Takie (katalogowe) rozwiązanie jest mało efektywne przy dziesiątkach tysięcy plików, z których większość i tak występuje w kilku wersjach. Weźmy takie logotypy dla przykładu. Niby jedno logo ale przecież trzeba mieć pod ręką wersję cmykową, w Pantone, z polem ochronnym, bez pola, z outline, w kontrze itd., itp. Nad tym można zapanować ale jest to nad wyraz męczące.
Potrzebne mi jest narzędzie w stylu iTunes dla wszelkiej maści plików, nie tylko tych multimedialnych. Narzędzie, które zadba o rozmieszczenie plików w bazie plików, zmusi do ich otagowania (Leap rządzi ale to jeszcze nie to) i ogólnie do odwalenia raz brudnej roboty przy umieszczaniu pliku w bazie po to, by później już się głupotami nie stresować tylko zgrabnie i szybko potrzebne dane wyszukiwać. Spotlight ma moc ogromną ale potrzebuję czegoś bardziej wyspecjalizowanego. No nic, może pojawi się niebawem taki jeden program, o którym swego czasu wspominał Paweł Tkaczyk...
No więc ta cała migracja danych i ogólna zadymka w robocie (w międzyczasie oczywiście muszę strzelać projekt za projektem i robić rzeczy zwyczajowo "panie Kostku ale to na wczoraj") poskutkowała opuszczeniem bloga i coraz późniejszym wracaniem do domu. W piątek przylazłem do chałupy jakoś koło 20-tej i chyba powoli zaczynam mieć dość komputerów w ogóle. No, przynajmniej do czasu postawienia nowego systemu :).
No właśnie jak się toto postawiło? Zapraszam. Mało screenów, kilka porad i mnóstwo oczekiwania na Wasze rady.
Przeprowadziłem instalację "na czysto". Żadne tam upgrade czy jak to zwał. Nowy system ma być świeży i czysty jak tylko się da. Problem? No jasne - wszystkie dane i ustawienia. Jak tym się zająć? Rzecz oczywista: iBackup! Darmowe, genialne narzędzie do inteligentnego backupu i - co ważniejsze - przywracania danych. Program oferuje backupy robione na zasadzie "maile i ustawienia programu", "przeglądarka i jej ustawienia", "keychain (taka baza wszelkich kluczy/haseł/poufnych danych w OSX)". Po postawieniu systemu po prostu zaznacza się co chce się przywrócić i to wszystko - nagle masz maile tak, jak miałeś je w poprzedniej wersji systemu, wszystkie hasła i inne potrzebne dane. Plusy takiego rozwiązania? Czysty system, bez zbędnych jakichś bibliotek, które na pewno zbierają się z czasem i innego guana zebranego w trakcie pracy.
Reinstalacja programów na pewno jest czasochłonna. Ale tu też znalazły się plusy - kilka ładnych gigabajtów gier i programów, o których kompletnie zapomniałem i których nie odpalałem od nawet nie wiem jak dawna. To wszystko w trybie przyspieszonym poleciało w pierony i ślad po nich w systemie nie został. Ogólnie - czuję czystość i zapach detergentów unoszących się z systemu. I o to chodziło :)
A sam Leopard instalował mi się ładnie i szybko. Płytę przerzuciłem w obraz (trzeba schować na przyszłość na wszelki wypadek), obrazek zgrałem na bootowalną partycję i instalowałem Leosia z dysku twardego. Poszło naprawdę szybko. Sieć sama się skonfigurowała (nie spodziewałem się niczego innego po współpracy z AirPortem Express :)), system ładnie po Polsku do nas gada i jedyny jak na razie minus to brak języka polskiego w systemowym module sprawdzania pisowni. Problem rozwiązuje instalacja CheckSpella i wybranie w opcjach sprawdzania pisowni języka polskiego. Niezbyt to fajne, mogło się jabłko postarać o nasz język, skoro już w systemie ów oferuje.
Cała reszta to już praktycznie bajka. System jest SZYBKI. Na moim lowendowym mini z jednym gigabajtem ramu sprawy zaczęły zupełnie inaczej wyglądać niż na wysłużonym Tigerku. Nie to, żeby nagle Photoshop zaczął fruwać ale czuje się zdecydowanie optymalizację elementów systemu - beachball to stosunkowa rzadkość, iPhoto pod Leopardem to zupełnie inny program, Dashboard otwiera się szybko i sprawnie, co potrafiło w Tigerze nieco pokuleć. To drobiazgi, które wpływają na odbiór całości i ten odbiór póki co jest jak najbardziej pozytywny.
Do Spaces przekonałem się już w pracy. Działa toto bardzo dobrze i można powiedzieć, że Apple nieźle odrobiło lekcję brania pomysłów i rozwiązań ze świata wolnego oprogramowania. Tego w OSX brakowało a przy intensywnej pracy Spaces staje się nieodzowne. QuickLook to po prostu bomba z opóźnionym zapłonem - czegoś tak fajowego ze świecą szukać. Podgląd plików zrobiony przez Apple to klasa sama w sobie a kiedy do tego dodać możliwość podglądania (ponoć diablo szybkiego) plików w podłączonych komputerach zdalnych... Świetne!
Największe jednak wrażenie robi Time Machine. Doropha określiła to w jeden sposób: to powinno być w każdym kompie każdej niuni obrabiającej jakiekolwiek dokumenty w jakiejkolwiek pracy. Możliwość po prostu kliknięcia i przywrócenia na ten przykład przypadkowo wywalonego pliku to sprawa doskonała. W robocie rzecz bezcenna, w domu Time Machine uwolniło mnie od Mozy czy podobnych rozwiązań. 250 giga zapycha się inteligentnie backupowanymi danymi. Dzięki Apple!
Powiem Wam jednak o stosunkowo mało popularnym i mało omawianym feature, jakim jest Nadzór rodzicielski. Jako że Majkę puszczam sam na sam z kompem a mała chłonie wszystko jako ta gąbka, pewnie w przeciągu najbliższego roku nauczy się czytać a znacznie wcześniej odkryje uroki klikania po dyskach gdzie się da i jak się da. No więc nie odkryje zbyt szybko :). Coś, co nazywają tu "uproszczonym Finderem" (można tłumaczyć na "uproszczony Explorer" lub "uproszczony Nautilus" jak kto woli) to radość dla rodzica. Majka ma do dyspozycji dwa okienka - w jednym są programy (oczywiście ma się pełną kontrolę nad tym, które to mają być programy), które może sobie odpalać a w drugim jej dokumenty. I to wszystko. Nie ma wyjścia do systemu, nie może robić z plikami nic ponad to, co dozwolone. Mam pełną kontrolę nad jej pocztą, jej pogaduszkami przez iChat (no, kiedy zacznie takowe miewać), logi z aktywności sieciowej a dodatkowo mogę określać jak długo może Majka przed komputerem siedzieć (Doropha rzekła, że to jest "świetne" i przydałoby się mnie :)). Podsumowując: możesz zrobić system, w którym dzieciak nic nie wykombinuje. I o to chodzi.
Kolejny bardzo sympatyczny bajer, o którym mało się pisze, to konto gościnne. OK, znamy konto Guesta w każdym systemie i nie jest to jakaś wielka filozofia. Nie o nią tu bowiem chodzi a o drobiazg i ułatwienie. Otóż konto gościa to idealna sprawa na użyczenie komuś na moment komputera. Ot ktoś chce przejrzeć pocztę ale za bardzo nie ma gdzie i jak. Od tego właśnie jest konto gościa. Fajne jest to, że po każdym wylogowaniu konto jest usuwane i na nowo zakładane przy logowaniu. Tak właśnie - dane znikają i ślad po gościu nie zostaje. Sytuacja wygodna i dla pożyczającego maszynę, i dla gościa. Oczywiście, to żadne wielkie osiągnięcie inżynierii programowej. Nie o to chodzi. Po prostu ktoś nareszcie pomyślał o tym, że Guest to właśnie gość - wchodzi i wychodzi, pracuje na komputerze i zmyka. Od nas tylko zależy, czy gość będzie miał dostęp do jakichkolwiek danych. Jeśli coś współdzielimy, możemy gościowi pozwolić na dostęp do tych danych. Bardzo to wygodne i już kilka razy w robocie mi się przydało.
Po krótkim używaniu w pracy i króciusieńkim w domu widzę, że Leopard to nie żadna rewolucja. To faktycznie ewolucja i to ewolucja robiona z głową z tego co można w plotkach krążących po sieci wyczytać. Ponoć już całkiem niedługo ma się ukazać wersja 10.6 OSX (czyli kolejny kotek), która nie skupi się nie na ficzersach tylko na optymalizacji systemu. OPTYMALIZACJI, słyszeliście panowie z Redmond? Bo właśnie naocznie się przekonuję, że można mieć nowy system, bajery i szmery, 3D i co jeszcze się chce i to wszystko śmiga szybciej, lepiej i sprawniej, niż na wersji starszej systemu na tym samym sprzęcie. Jak widać - można. Już wiem dlaczego na aukcjach Allegro notebooki jabłka sprzed naprawdę wielu lat osiągają takie ceny. Po prostu na pięcioletnim komputerze można spokojnie w miarę pracować. Co najwyżej trzeba ramu dorzucić, bo tego OSX nigdy dosyć. A tu proszę, chcą nad optymalizacją siąść i popracować ostro. Tak Apple, tego właśnie chcemy. Prócz nowinek i gadżetów chcemy świetnego, dopieszczonego, szybkiego i bezpiecznego systemu.
A propos bezpieczeństwa - leopardowy firewall przyprawiłby każdego linuksiarza o śmiech a okniarz szukałby przez pół dnia ustawień. Te ponoć są. Można coś tam nawet ustawić. Że co, że otworzyć dowolne porty? Are you kidding me? No cóż, firewallową robotę odwala za mnie dosyć elastyczny w ustawieniach AirPort i systemowego firewalla mogę olać. Ale gdybym nie mógł, oj bym pewnie kilkoma fakami rzucił. Poza tym jakichś większych wad na dzień dzisiejszy nie widzę. Jakiegoś drobiazgu pewnie by się sporo znalazło ale czegoś poważnego i rzucającego się w oczy nie ma. I oby nie było.
Reasumując: przesiadkę bardzo sobie chwalę i teraz tylko pozostaje mi nieco kasy przyoszczędzić i się zalegalizować. Te 130 papierów za system dam z dziką chęcią i radością. Działa, ma się świetnie i ogólnie daje sobie doskonale radę. Instalacja to betka, przywracanie danych z kopii zapasowych za pomocą iBackup to miód, ogólne zaś wrażenia bardzo dobre. No to ja czekam na kolejne aktualizacje (makjuzerzy to jedyni mi znani kolesie, którzy NARZEKAJĄ, kiedy aktualizacje i poprawki systemowe się pokazują - dziwni kolesie) i następną wersję systemu. Proszę nie robić rewolucji za to skupić się na optymalizacji. Już jest dobrze a będzie jeszcze lepiej, o czym jestem przekonany. I OK, tak właśnie zarabia się pieniądze i zwiększa udział w rynku :).
apple i okolice
codziennie
od czasu do czasu
#dev
.mariusz
.sick60y's blog
da.killa
dinven's blog
drachal blog
eloy
endel.ovh.org
enjey
grrr.pl
imaginery.pl
jacca
keybi's blog
luke's place
narzeczona programisty
ninja.scene.pl
notes brochy
overdose
paweł tkaczyk
petercub's lair
ravbaker
riddle's jogger
robert pankowiecki
rupert blog
shar pei od bonomielli
walth's blog
}{
planety
serendipity
strony warte uwagiTemplate by CoSTa | Powered by Serendipity 1.3.1





