Wielkie odliczanie…

Najważniejsze trofeum w sezonie zdobyte - Manchester United obronił tytuł mistrza Anglii. Po końcowym sukcesie w lidze minęło ledwie nieco ponad 24 godziny, ale wydaje mi się, że wszyscy kibice “Czerwonych Diabłów” wybiegają już myślami w niedaleką przyszłość. To już tylko dziewięć dni i stanie się to, na co czekamy całe dziewięć lat. Sir Alex Ferguson i jego piłkarze po raz drugi wystąpią w finale Ligi Mistrzów.
Moje wspomnienia z poprzedniego finału Champions League są bardzo niewyraźne. Miałem wtedy 14 lat, nie interesowałem się futbolem, tak jak obecnie. Szczerze powiedziawszy, to nie wiedziałem nawet o co chodzi w zasadzie bramek strzelonych na wyjeździe, ani tym bardziej w jaki sposób konstruowana jest ligowa tabela. Słowem - byłem zielony z piłki nożnej, wiedziałem tylko, jak się gra.
O ile dobrze pamiętam, grałem tamtego wieczoru na komputerze już którąś godzinę i w końcu mama kazała mi skończyć. No to NiLok poszedł na telewizję - wydaje mi się, że było około 75. minuty. Nie znałem zbytnio drużyn klubowych, ale wiedziałem, że Bayern to Niemcy i ich nie lubię, a w Manchesterze United gra niejaki David Beckham. Pozostałych chyba nie kojarzyłem.
Wszystko to widzę, jak przez gęstą mgłę. Nie pamiętam doliczonego czasu gry, ale wiedziałem, że “Czerwone Diabły” wygrały. Cieszyłem się, bo… Niemcy dostali lanie.
Moje kibicowanie Manchesterowi zaczęło się od Beckhama, a rozwinęło się dopiero po 2000 roku. Wtedy to dorwałem w swoje ręce grę komputerową Fifa 2000, a poza tym na ekranach telewizorów można było śledzić mecze mistrzostw Europy rozgrywane na stadionach w Belgii i Holandii. Kim we wspomnianej grze grałem najczęściej? Oczywiście, że Manchesterem United - to wtedy poznałem dokładnie cały skład i od tamtej pory numerki na koszulkach poszczególnych piłkarzy kojarzyły mi się tylko z tymi graczami. Siódemką zawsze był Beckham, szesnastką Roy Keane, a jedenastką Ryan Giggs. Oczywiście razem z numerkami kojarzyły mi się pozycje na boisku. Ale trochę odbiegam od tematu…
Dokładniejsze zasady piłki nożnej poznałem dzięki nieśmiertelnemu Championship Managerowi, a dostęp do Internetu pozwolił mi w końcu dowiadywać się o samym klubie z Old Trafford coraz więcej. Później zacząłem też pisać newsy o naszych “Diabełkach” i tak, w wielkim skrócie, stałem się wiernym kibicem Manchesteru United.
Teraz przede mną i przed rzeszą innych fanów “Czerwonych Diabłów” 9 dni niecierpliwego czekania na spełnienie. Wystarczy sam fakt, że nasza ukochana drużyna będzie walczyć o najcenniejsze europejskie trofeum w klubowej piłce. Nieważne kto jest przeciwnikiem, liczy się finał. A jeżeli uda się go wygrać… Z jednej strony już wyobrażam sobie swoją radość, gdy to się stanie, z drugiej - nie mam zielonego pojęcia, jak to będę przeżywał.
Myśl o tym, że Manchester United ponownie podbije Europę nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Wyobrażam sobie Diabły w finale od zeszłego sezonu, gdy rozbili Romę 7:1. Wierzyłem, że wtedy im się uda, jednak Milan i kontuzje naszych obrońców były bezlitosne dla drużyny. Teraz było inaczej, Manchester zagrał jak wyrafinowany gracz i dotarł do finału. To już jest coś pięknego. Spełnienie marzeń. Nie tylko piłkarzy, ale też kibiców.
Dla mnie tegoroczny finał ma o wiele większą rangę niż mistrzostwo Premier League. Dlaczego? Bo w końcu będę mógł go przeżyć, jak prawdziwy kibic piłki nożnej. Bo nareszcie nie będę musiał poznawać historii za pomocą Youtube’a, tylko zobaczę to na własne oczy. Będę mógł się cieszyć razem z innymi w tym samym czasie albo będę mógł kląć na Chelsea, w przypadku przegranej. Najważniejsze, że będę w tym uczestniczył. Teraz to ja będę mógł wspominać za kilka lat, jak to Manchester zagrał w ostatnim meczu sezonu w Champions League, a młodsi kibice będą tego słuchać z wypiekami na twarzy.
W tym sezonie musi być dublet. Manchester United zasłużył swoją grą na dominację nie tylko w Anglii, ale i na kontynencie. Nie widzę i nie chcę innego scenariusza. To musi być sezon “Czerwonych Diabłów”, sir Aleksa Fergusona, Ryana Giggsa, Paula Scholesa, Cristiano Ronaldo, musi być zwieńczony ostatecznym triumfem - nie tylko dla rekordów, nie tylko dla kibiców, ale przede wszystkim dla uczczenia tych, którzy przetarli szlak w Europie, którzy pokazali co tak naprawdę znaczy Manchester United - sir Matta Busby’ego i jego zawodników.
Chcę móc z czystym sumieniem powiedzieć 21 maja: Manchester United - the Pride of Europe!

(13 głosów, średnio: 4.62 na 5)






























heh ja podczas poprzedniego finału byłem młodszy, miałem 9 lat. ze dwa, trzy lata wczesniej dostalem koszulke Beckhama i tak zaczelo sie dziecinne zainteresowanie Manchesterem :)
9 lat to oczywiscie niezbyt dojrzaly wiek i na pilce sie zbytnio nie znalem, ale mam parę wspomnień z tamtego sezonu - mecze z juve, interem, wyraznie pamietam slowa komentatora “rozpedza sie czerwona maszyna” :D no i bajeczny finał… dopiero po tym sezonie wchodzilem w kolejne stadia rozwoju kibica, zainteresowania klubem itd ehhh…. starzeje sie :P
Co do Ligi Mistrzów i ligi - dla mnie zawsze ważniejsze będą rozgrywki ligowe - tylko one wyłaniają sprawiedliwie najlepszą drużynę sezonu. LM jest trochę dla dzieciaków jarających się, że taki Liverpool jest najlepszy bo wygral w LM :P Jednak wygranie zarówno ligi i LM o czymś świadczy.
Z drugiej strony rację prawisz, że finał będzie wyjątkowy bo już w dojżałym stadium naszego kibicowania :] I obyśmy go zapamiętali!
będziemy nie tylko dojrzalsi wiekowo, ale również jako kibice :) nie mogę się doczekać…
oczywiście muszę przyznać Ci rację, że rozgrywki krajowe są ważniejsze, jednak w tym sezonie dla mnie jest nieco inaczej. nie, nie oddałbym zwycięstwa w Premier League za Ligę Mistrzów, ale z tych dwóch trofeów teraz ważniejszy, przynajmniej emocjonalnie, będzie ewentualny triumf w Europie.
No, skoro mamy już Premiership, to trzeba konsekwentnie zrobić kolejny krok i osiągnąć pełny sukces. LM bez mistrzostwa to trochę nie to :) a w tym wypadku będziemy świadkami pięknej historii, bo czyż można tak nazwać przytoczony juz prze ze mnie jednokrotny wybryk liverpoolu sprzed paru lat?
Świetny tekst. Skłonił również mnie do powrotu wspomnieniami do 99r. Byłem gówniarz, miałem 10 lat, ale już wtedy byłem kibicem United z czteroletnim stażem:) Nie będę pisał że pamiętam całe spotkanie ze szczegółami, bo tak nie było, ale w pamięci jasno i wyraźnie tkwią mi dwa kluczowe momenty, 6 minuta, no i oczywiście doliczony czas. Przez cały mecz nie mogłem dopuścić do świadomości tego, że ten rezultat utrzyma się do końca i że moja ukochana drużyna odjedzie z Camp Nou z niczym. Dziecinne rozumowanie, czy niezachwiana wiara w zespół? Nie wiem, raczej to pierwsze, w każdym razie, gdy na boisko wchodził Ole Solskjaer krzyknąłem do ojca: “On strzeli!”. No i wykrakałem:D
Domingo: chwała Ci żeś to wykrakał, oj chwała :P
no panowie wy to przynajmniej coś kojarzycie z tego finału, ja wtedy miałam 7 lat i mowy o piłce nożnej nie było :P
ale mimo że od tego triumfu minęło 9 lat nadal towarzyszą mi emocje, podczas oglądania powtórek z tego meczu gdy sheringham a solskjaer dają nam zwycięstwo.Mam nadzieję,że za 21 będę mogła zobaczyć zwycięstwo na własne oczy.Wierzę w to mocno! :)
Ale trochę odbiegam od tematu…
Nie, co ty, wydaje ci się..
-.-
fajnie tak powspominać:)jestem rok starszy od NiLoka, ale tamten finał i w ogóle całą edycje LM śledziłem już jako świadomy fan United. Pomogło pewnie też to, że akurat w edycji 98/99 TVP bardzo chętnie pokazywała mecze Manchesteru - oba grupowe z Bayernem,oba ćwierćfinały z Interem, oba półfinały z Juve no i oczywiście finał:) po takiej dawce po prostu nie mogłem nie zakochać sie w “Czerwonych Diabłach”:) i jeszcze takie wspomnienie z samego finału - wszyscy pamiętają przede wszystkim końcówkę, ale tak naprawdę w całym meczu United miało kupę szczęścia - słupek Scholla, poprzeczka Janckera (tak sie pisze?) i równie dobrze mogło być 3:0 i po meczu…no ale widocznie w tamtym sezonie nie mogliśmy przegrać:)oby w Moskwie było podobnie;) czego sobie i wszystkim fanom United życzę z całego serca:D
jeszcze jedno nawiązanie do tamtej edycji LM - United nie przegrało w jej trakcie żadnego meczu, podobnie jak w obecnej… głupio by było, gdyby pierwsza porażka nastąpiła akurat w finale…
No to ja też może napiszę początki swojej przygody z piłką i kibicowaniem. Pierwszy mecz który oglądałem (albo inaczej - który pamiętam, że oglądałem) to był finał Mistrzostw Świata Francja - Brazylia 3:0 w 98roku (wówczas 8 lat na liczniku). Od tamtego czasu spodobało mi się i oglądałem różne mecze które były transmitowane w TV. Natrafiłem oczywiście na półfinały LM w 99roku, Juventus - Manchester - i wtedy zacząłem kibicowanie United. W finale niesamowite nerwy jak na 9-letniego człowieka niemal zabójcza dawka ;-D . Bodajże kilka dni później mecz z Anglią na Wembley przegrany 1:3 po hat-tricku wiadomo kogo. ;) To były fajne czasy, i początek mojej przygody z United.
Ja wtedy miałem 11 lat. Ale już wcześniej oglądałem finał LM między Juventusem i Ajaxem, tylko, że wtedy interesowałem się tylko samą grą w piłkę na podwórku, o profesjonalnych klubach nie miałem pojęcia. Wiem tylko, że gdzie się nie spojrzałem, to ktoś nosił koszulkę Ajaxu albo Bayernu, na szczęście mój młodszy brat dostał później koszulkę Yorke’a. Pierwszy mecz Diabłów, który oglądałem, to rewanż z Juventusem. Dwight strzelił wtedy gola chyba na 2:2, a cały mecz wygrał ManUtd i przyszła pora na finał. Tam byłem za Diabełkami, chociaż od początku meczu wydawało się, że Bayern wygra. Jednak nadeszło przedłużenie i Niemcy przegrali. Pamiętam jeszcze komentarz Szpakowskiego z tego finału. Wtedy już wiedziałem, który klub będzie tym moim jedynym.
A co do tegorocznego finału, to zwycięzca może być tylko jeden - Manchester United. To byłoby świetne zwieńczenie tak udanego sezonu. Głupio byłoby przegrać akurat w finale ten jedyny mecz w obecnej edycji LM, tymbardziej, że ostatnio gola strzelił nam Benzema na Gerland. Kolejne 5 meczy skończyliśmy z czystym kontem.
Ja pamiętam, że jako młody siusiek biegałem w koszulce Interu Mediolan z nazwiskiem Ronaldo bądź Del Piero na plecach :D. Ale to była miłość krótka i przelotna (czyt. sezonowa, tak przyznaję się… byłem kurde sezonowcem :D). Potem przyszedł Manchester United (młodemu Radusiowi spodobał się diabełek i koszulki), potem zobaczyłem Beckhama i spółkę, genialny sezon i się obudził w radziu kibic, który pozostał w nim do dziś :D
Futbolem interesuję się o 2000 roku, choć tak naprawdę za początek swojej wielkiej miłości z United datuję na rocznik 2001. W przepięknym spotkaniu z Tottenhamem na White Hart Lane przegrywaliśmy do przerwy 3:0, by wygrać 3:5, co wprawiło mnie w taką ekstazę i zauroczenie całym zespołem, że zacząłem pogłębiać swoje zainteresowania.
Muszę jednak przyznać, że nie bez znaczenia są takie rzeczy jak gry z serii Fifa, czy Championship Manager. To pozwalało mi poznać całą drużynę, szeroki skład + sztab szkoleniowy. Ciągle więc wałkowałem do znudzenia którąś z gier. Aczkolwiek, mając 14 lat, w odróżnieniu do NiLoka, już wtedy futbol był sensem mojego życia. :P
Bardzo przyjemny tekst.
Hyh… nieco tkliwie, ale co się dziwić :-)
A ja powiem Wam, że pierwszy raz widziałem Manchester w akcji w meczu z NowymZamkiem - bęcki chyba 0 do 5. Na pewno robiła na mnie wrażenie gra Ginoli i w ogóle to jak Sroki rozniosły zespół z OT. No i tak nietypowo, od porażki zaczęła się moja przygoda z United.
Mecz na NouCamp, inaczej niż NiLok pamiętam bardzo dokładnie, pamiętam, że mimo 18 lat płakałem jak małe dziecko po wygranej, choć do 90 nie wierzyłem, że los się odwróci (no bo jak tu wierzyć, kiedy Jancker walił w poprzeczkę, a United grali, delikatnie mówiąc - słabo). Dlatego ten finał nie będzie moim “pierwszym” co nie zmienia faktu, że na pewno równie pamiętnym.
Bo mimo wyrachowanej grze w kilku spotkaniach bieżącej LM, to jednak MU potrafi grać pięknie i porywająco, a co jak co ale czelsi już tak nie potrafi !!!
Dobry tekst,porusza wspomnienia,ja rowniez wtedy zacząlem kibicowac manchesterowi.To wogole bylo dziwne bo wczesniej kibicowalem Interowi no moze to za duze slowo bo mialem 11 lat wiec poprostu podobala mi sie druzyna Interu bo gral tam wtedy najleprzy pilkarz swiata(jak dla mnie) Ronaldo(ale ten stary Ronaldo heh) no i w 1\4 trafili na Manchester,do tej pory pamietam jak wyklinalem na Scholsa,Beckhama,Yorka czy Cola to byl jedyny dzien w moim zyciu kiedy bylem przeciwko United teraz jak o tym pomysle to jest mi wstyd ale coz tak to bylo,jednak kiedy zobaczylem gre Manchesteru niewiem co ale nagle cos mnie w ich grze urzeklo,moze te 2 genialne bramki Yorka po dosrodkowaniach Beckhama dwie identyczne bramki(jak to powiedzila wtedy Szpakowski-druga bramka Yorka jest kopia pierwszej)i tak bylo pewnie pamietacie te bramki??No i pozniej byl polfinal z Juve wtedy juz kibicowalem United bo chcialem zeby Inter odpadl z najleprzym i tak sie stalo ale kiedy United zwyciezyli w finale Bayern co ja wtedy przezywalem niewiem jak to mozliwe zeby w przeciagu miesiaca tak sie zidentyfikowac z druzyna ale to mozliwe jak Sheringham a pozniej Solskiear strzelili bramki w doliczonnym czasie gry to myslalem ze mnie cos rozerwie w srodku z radosci takiego uczucia niemialem nigdy w zyciu naprawde we mnie cos ekplodowalo i z raodsci i przejecia niemogle usnac cala noc…to byly pierwsze moje przezycia jako kibica United ale pamietam jak by to bylo wczoraj bramke Baslera z wolnego pamietam jak nic innego no moze poza nasza riposta w 90 min…. WE’RE UNITED!!!
Ja byłem jeszcze młodszy-miałem wtedy 7 lat i tak samo nie bardzo się znałem na piłce nożnej tylko wiedziałem jak grać i za pomocą internetu poznałem całą historie czerwonych diabłów.Zaczęło się, gdy kupiłem sobie dość przypadkiem koszulke C.Ronaldo, gdy miał bodajże on 18 lat.Był i jest moim ulubionym zawodnikiem i nikt mi nie może powiedzieć teraz że jest moim ulubionym zawodnkiem, dlatego że gra bardzo dobrze bo gdy nim był mało kto go znał i nie był gwiazdą.
Bardzo dumny jestem z diabłów że wywalczyli mistrzostwo najlepszej ligi na świecie, a jeszcze można zdobyć puchar Europy…Coś wspaniałego!!!Jestem dumny z moich z United, a jestem jedynym kibicem w mojej szkole.Chyba sobie kupię szalik i po finale będe paradował w szkole:)
Nadal myślę jak okaże radość w razie triumfu:)Nawet jeśli byśmy nie wygrali lm(odpukać) to i tak byłbym zadowolony bo dla mnie najważniejsza jest liga, choć byłbym niezmiernie szczęśliwy gdybyśmy zdobyli Champions legue, bo wtedy można byłoby powiedzieć że jesteśmy najlepsi.
GLORY GLORY MANUTD!!!
ja kibicuje od czasów Cantony wiec tamten finał to było wielkie przeżycie ,kurwa płakałem ze szczescia. Niemoge doczekac sie tego finału, wielu patriotom sie naraże ale czekam bardziej na to niż na naszą kadre w tym euro, to bedzie poziom i cos co kocham czyli Manchester United